powrót

   

nerw

projekcja instalujących się
w mózgu niepokojów
blokada snu i bezsenności
wzrok szuka na stałe oparcia
w formie obojętnej ciału
które porusza jedynie sercem

całkiem możliwe
że siedzę na ławce
idę pewnym krokiem
w nerw dnia

 

 
 
 
 
   

drzewny port

łakome mewy - opuszczone bezrybia
i miarowo tęskniący kuter - nasza fala
środowej bieganiny - za śledziem
i ananasowym dopełnieniem burzy
w szklance wódki

przerobione gatunkowe uśmiechy
odtrąbiona robota połowu - byliśmy
znowu dziś śledzeni na przełaj

 

 
 
 
 
   

dom

dwa kościoły mocne drzewa
kasztan jadalny w wigilie urodzin

zegar bez kurzu - w monecie czas
goni jutro - mamy drogę - meblowe
raty i gazetę telewizyjna

fotel z bujanym cieniem - słoneczny
pokój - zostań - ułożymy ślad
 

 
 
 
 
   

daleko stąd wszędzie

porozrzucał wiatr
iskry twojego wzroku
milion kartek
zapisanych życiorysem

ręka sięgająca chmury
to powieszony gottlieb
rodzina i córka jana
która szukała diabła
mój charakter - emma

a wszystko
zupełnie jak dzisiaj
daleko

 

 
 
 
 
   

bajka na śniadanie przy świecach

kiedyś ktoś napisał - jesteś pięknym chłopcem lejb (może powiedział)
i piszesz jak ten poeta którego sieczkarnia pozbawiła rąk - tragedia
bo on teraz siedzi i kurwy się nawet z niego śmieją - a może to sen

zastanów ty się nad życiem - przemyśl jak kazimierz
posłuchaj jak wódka wódczy się w literatkach i pepsi

obok jacyś znani aktorzy słuchają muzyki - takie pierdzenie w stołek
budują klimat bo słyszeli ze klimakterium dobrze robi na włosy i są
jakby szczęśliwi - mocno sobie postanowili - pracujemy nad sobą

a ty - ułóż sobie tekst na spotkanie z panem bogiem
tak trochę pieprzu chili i sekunda zastanowienia

bo jutro coś się skończy - może w łodzi spłonie ostatnia fabryka - moryc
zbiegnie po schodach i nie zobaczy już nic - bo w sumie niewiele było
więcej zamierzeń i pożyczonych pieniędzy niż ciebie mnie i rzeczywistości

nie bądź śmieszny - jak ze sklepu kolegi lewisa – słyszałeś że
stary izaak nosił śmierć zamiast plomby i stal się zakładnikiem

więc (nie zaczynaj zdania od więc) jesteś pięknym i mądrym chłopcem lejb
masz pragnienia i tak mało czasu - rozumiemy - ale weź się w garść

(kiedy rano odgarniam liście ze swojej kołdry
to myślę ze jestem jak latający rododendron
czy fikus z łacińską końcówką - ale częściej
tak po prostu mam stracha---)

 

 

 
 
 
   

przypomnij mi eldorado

w poniedziałek mówiłeś o złocie
ach tyle mówiłeś choć nieszczególnie
pająki pożerały pod sufitem muchę
tak - zająłem się tym projektem

o czym - że przez oczy do serca
a co to jest - to serce
boli mnie głowa - serce twojej mamy
sens obrazów roberta mnie nie interesuje

dwadzieścia lat temu - kiedy sypialiśmy
może może -- morze robi wrażenie
nic po za tym - cicho anemicznie
złoto wylewa się aż nadto - niemiłe

kochasz - a wiesz ze ja tez kochałem
powiesiliśmy wtedy w holu jemiołę
miałeś taki zgrabny tyłek i pieniądze
wspomnienia wspomnienia - miłe to

zobacz jaki nieskazitelny jest dom
i te nieistotne detale z sufitu
żydowski motyw przy lustrze - złoto
skąd ja to znam - przypomnij mi

 

 
 
 
 
   

poławiacze pereł

od rana wypatrywałem przez okno
a w kuchni czekała sztuka - mięsa
wiatraki samowolnie mełły zboże

zyndram to blond poeta i kochanek poety
miejscowi rolnicy mówią o nim - witek
a on robi makijaż i ogląda kreskówki

brakowało mi zaledwie pół słówka
a w kuchni czekała sztuka - mięsa
to jakieś piramidalne nieporozumienie

krystian - boguduchawinny malarz
modli się co niedzielę
o nieśmiertelność swoich obrazów

zegar - zabijaciel sekund - bije
poławiacze pereł - idioci i geniusze
to ludzie jednej bajki

 

 
 
 
 
   

hotel art deco

koni-czynna jeszcze i już
ro-zebrana w sobie - inteligentna
malował ją duchamp - we śnie
kończył - już rozbudzoną

ra-barbara - opłukana deszczem
onieśmielona dłutem spencera
witała się z mężem i całowała
wracała odchodząc - ponętna

pełne żuli buduary - i bohemy
na-wracają życie w życiu
tak że dziś mało kto wie -
w hotelu art deco jest poręcz
--na mount everest schodów

 

 
 
 
 
   

jego magnificencja polak

usiadł w tramwaju
obok niego - na ustach młodej kobiety
jezusmaryja - na ustach kobiety

poczekał a przesiądzie się w metro
i wyłuskał cebrzyk z krzyżykiem
wytatuowanym na udzie

popatrzył w wodę i niewiele zostało
z wrażenia męki i śmierci poety
ciężkim wiec krokiem - do domu


kościelni przelecieli ulica
i w sercu ukłoniły się myśli
- daleka droga i daleka i daleka

 

 
 
 
 
   

namów mnie

stoję na stacji żelazna lokomotywa i żyję
czekaniem na kogoś kto wyjechał z daleka
jakieś bóg prowadź ze stacji bóg zapłać

(obejmij mnie delikatnie z rozmysłem na
ustach całuj ty namów mnie zamów mnie)

wyjechali też inni zmęczeni ludzie z pozycji
wykwintnych stołów-monogramów z egzotycznymi
nazwiskami narodowych ojców w portfelach

(zajmij mnie czymś delikatnie jak cień
słońca za oknem mów do mnie pisz o mnie)

stoję na peronie w pozycji straconej ludzie już
przyjezdni na odjezdnym torze gdzie czuwanie
słońca na ustach jest twój cień kiedy piszesz

telegramy daleka

 

 
 
 
 
   

jest zapisany

jakiś ślad tęczówki mojego oka
porozrzucany w wielokolor ręki
w biologiczny przestwór zwojów
umiejętności i wszystkich wad

zapisany u kartografa de'route
społudnikowany równoleżnikowy
świat przepraw za wielką wodę
dwóch biegunów - jedynek i zer

w każdej półkuli zapisany sens
posiada moją twarz dwie twarze
którymi wypełniam miejsca czas
i nawet nie muszę się odwracać

żeby milczeć do ciebie

 

 
 
 
 
   

gdzieś drgają

dwa wersy napisane z zębem tygrysa na szyi na
trawersie przy poręczówce rozhuśtany wiatrem
wiersz przez pierś gdzie drgają mięśnie serca


naucz mnie latać na południu
urodzaje ptaków jak marzenia

gdzieś drgają i drgacze powietrza onieśmielają
tygrys na szyi  naucz mnie latać na południu a
obiecuję ci urodzaje ptaków wersy serc z zębem

 

 
 
 
 
   

61 czyli makolągwa w sadzie

poruszone grona
w wino przemienia jemioła
w cudzy obol wrośnięta

(w jabole zaopatrzenie słabe a już pod
zachód się miało - prusaki w kondycji nie
jesiennej jeszcze - okolice przetrzebione
chłodem - brokuł na parze i braki w życiorysie
tak ni w pędź ziemi ni w dziewięć - stokrotki)

jeszcze jakiś styks chodzi mi po głowie
i makolągwa czy ulęgałka aż po samogon
lotu oka

 

 
 
 
 
   

raport

święto publikacji odbywało się w narożnej kamienicy
jakaś eteryczna staruszka podniosła się z krzesła
i metodycznie zaczęła przeszukiwać wzrokiem moją twarz
wysłała raport o policzkach chlebowych ustach i oczach
wciśniętych w półmrok zapewnień o niewinności

 

 
 
 
 
   

silva rerum to

dlatego że wszystko już było
chłód szyby listy mandragora
video brąz oraz audio i srebro
wigilia i selenia boguhwała

były dwa wehikuły czasów
przenikanie ścian sekcje
twoje popielce pełne mojego
oddychania sileo i scherzo

aluminium pomniki i mosty
zwykle o jeden za daleko
żeby pamiętać kto cogito
i miejsce pierwszego haiku

o świcie

 

 
 
 
 
   

kawałek palca serdecznego w formalinie

został tylko dom
palec wbity w ścianę
kojarzysz
nic więcej

teraz tam jest paskudnie
nie ma po co jechać
mówię ci

zostały tylko dwa zdjęcia

nabiłem sobie guza
podparli legar
zupełnie niepotrzebnie

rozumiesz
do miasta daleko
a w głowach się przewraca
no to podparli
żeby nie jeździć

może jakieś slajdy jeszcze



dali trochę tynku
pod okna
odlatywał
śmiechu warte i smutne

dwadzieścia trzy lata
ojciec nie dożył
pusto tam
smutno

kawałek palca serdecznego w formalinie

był miszka
zasłonił zasłony
i poleciał do ludzi
dziki jakiś
smutny

dwie dachówki dwa łokcie papy
mało będzie
nie naprawisz a czas stracisz
nic nie da

i matka już nie ta sama
schorowana
tak
pozdrawiałem a jakże

wieś też smutna
dechami zabita
drogi dobrej nie ma
wszystko jakieś takie niedzisiejsze
rozumiesz
takie palcem po szybie
nie dla nas
nieserdeczne

trochę płakała przy strzemiennym
przysięgałem
na ojca i ziemię i dom

i bartek też nastawał
żeby choć trochę

powiedziałem im o tobie
trochę tylko
jaka jesteś

oglądali wszyscy obrączkę na palcu

ten medalik z jezusem od ciebie

oglądali wszyscy przed domem 

 

 
 
 
 
   

cmentarz montparnasse`u

mauro innoskóry rzeźbiarz - inny zupełnie
ojciec go przeżegnał na drogę - krzyżem

jeździ na wózku od invalides do babylone
i zna na pamięć rozkład dnia panienek

jeszcze rok temu był spokojny o siebie
nie sypiał z kim popadnie i byle gdzie

miasto cudów - mówił mały xavier - cudów
ze mną nie zginiesz byle jak i byle gdzie

wziął figurki nie wrócił już z montmartre
samotności i miłości było aż za wiele

z kim popadnie - każdy chciał spróbować
jak to jest z innym - z zupełnie innym

potem przyszła zima i zobaczył w tłumie
śpiewaka - to serge gainsbourg w tłumie

poetę - to charles baudelair w tłumie
malarza aktora i rzeźbiarza w tłumie

dwa dni później stracił ręce - stracił
i zna na pamięć rozkład dnia panienek

 

 
 
 
 
   

dwa słońca

jestem lejb witoszyn
mam skazę na ramieniu
w święto publikacji malowałem murzyna
nowy orlean pachniał jak toruń
w dobrym okresie art

mam skazę na ramieniu
takie dwa słońca -
jak mówi keke harmonijka
który jest czarny jak noc
i ma portret w miles caffe

jestem lejb witoszyn
przyjechałem namalować blusa

 

 
 
 
 
   

bajka o tatusiu

po archipelag gdzie aa i samo życie
płyną łodzie z powództwa cywilnego
w szarościach październikowego nieba
ze wszystkich szerokości - zwieziono
i na barkach kobiet wyładowano skrzynie


pewnie mi nie uwierzycie ale znowu
jakiś mały portowy wagabunda nauczył
się wczoraj latać od jednego holendra

 

 
 
 
 
   

* * *
przychodzisz do mnie nocą
i bezbłędnie trafiasz w sedno
odchodzisz i wracasz
akurat w momencie
kiedy zastanawiam się
nad związkiem
zielonej podłogi
(symbolizującej wiosnę)
z moją jedyną stopą

zadręczasz mnie pytaniem o jutro
- a któż to może wiedzieć?!
pewnie uciekniemy
znów przez okno
bo za drzwiami
stoisz ty
 

tłumaczenie

 

 
 
 
   © copyright by lejb witoszyn 2003/all rights reserved    lejb@pf.pl